Mamatango

Krzysztof Kucharski, Polska Gazeta Wrocławska: To jasny spektakl, trochę śmieszny, trochę gorzki, a nawet dramatyczny, trochę karykaturalny i socjologiczny. Dobrze się go ogląda, choć nie ma on żadnej czytelnej fabuły - każda opowieść ma osobne życie, łączy je tylko punkt wyjścia. Spektakl przypomina dziennikarski reportaż, w poincie którego widz sam sobie musi odpowiedzieć na parę pytań albo przynajmniej skonfrontować odpowiedzi bohaterek z własnymi wyobrażeniami. Posłuchajcie tych bab. Mają siłę.

Magda Piekarska, Gazeta Wyborcza Wrocław: To właśnie język - chropowaty, pełen błędów, chaotyczny - broni paradokumentalne opowieści przed banałem. Uniwersalnego wymiaru nadają mu elementy dodatkowe. Przejmujący song o aborcji Zuzy Motorniuk, zaśpiewany do zrytmizowanego akompaniamentu powtarzanych jak zacięta płyta słów, uderzeń piłki, odgłosów przesuwanego po podłodze wózka. Z pozoru tylko bezładne gonitwy, oddające nasz codzienny maraton, bez chwili na zaczerpnięcie oddechu. Wreszcie finał, w którym aktorki spotykają się już nie z publicznością, ale z sobą nawzajem, żeby zatańczyć tango na scenie pokrytej żwirem, w wirującym pyle. Widok tych damsko-damskich par w delikatnym uścisku, czułym porozumieniu jest źródłem wzruszenia i tęsknoty - równie intensywnej u kobiet, jak u mężczyzn - za kojącą wspólnotą, będącą antidotum na wszystko, co boli.

Piotr Bogdański, Nowe Wiadomości Wałbrzyskie: Niezapomniane wrażenie robi znakomicie zaaranżowana piosenka Motorniuk o aborcji z akompaniamentem m. in. koszyka na zakupy, kamieni, metalowego stolika i piłki siatkowej. Najlepszą sceną „Mamatango" jest chwila, gdy wszystkie kobiety ubierają buty na wysokich obcasach i ruszają do tańca. W tle rozbrzmiewa tango, a pod stopy rozrzucają sobie drobne kamienie. Nad ich ruchami pracowały Francuzka Murielee Elizéon i Hiszpanka Inés Hernández. To piękna metafora kobiecości.

Ludwik Gadzicki, Nowa Gazeta Lubińska: Przyznam, że słuchałem tych opowieści z okolic scenicznych ulic Radosnej i Cmentarnej jak urzeczony. Patrzyłem w oczy aktorkom jak z przejęciem spowiadały się przed widownią z fałszu, pochopności, kłopotów, bolączek. Mówiły za innych i za siebie. Mądrze i płasko, jałowo i ciekawie. Jak w życiu. To się czuło, że mówiły o kobietach, choć bez fanatyzmu feministek.

Aleksandra Lesiak, lca.pl: „Mamatango” sprawia wrażenie spektaklu polifonicznego. Dużo się dzieje, dzieje się wszędzie, na wielu płaszczyznach. Chaos z pewną dozą ukierunkowanych działań – życie kobiety. Prowadzone na dwie strony chwilami zagłuszające się wzajemnie monologi Legniczanek i Legniczan w ustach aktorek brzmią dziwnie znajomo.

scenariusz i reżyseria: Zespół
aranżacja przestrzeni i kostiumy: Esther Dandani
ruch sceniczny: Murielle Elizéon, Inés Hernández

Pani C.: Katarzyna Kaźmierczak
Pani D.: Magda Biegańska
Pani E.: Magda Skiba
Pani F.: Anita Poddębniak
Pani G.: Małgorzata Urbańska
Pani H.: Gabriela Fabian

inspicjent/sufler: Mariusz Sikorski