Wschody i Zachody miasta

Robert Urbański

Leszek Pułka, Gazeta Wyborcza Wrocław: "Wschody i Zachody Miasta" są ambitną próbą dointerpretowania "Niemców" czy "Pierwszego dnia wolności". Prawda, że zbyt publicystycznie mierzą się z legendami sowieckiej okupacji. Paradoksalnie, po błyskotliwych pastiszach w części pierwszej dawnych gatunków teatralnych, zabrakło po przerwie czasu w odartym z dekoracji teatrze na pogłębienie charakterów enkawudzistów i generałów-prostaków. Najciekawszym przesłaniem widowiska wydaje się konkluzja, że nie ma dobrych i złych czasów. Że dobro i zło jest w nas. I że to my budzimy w sobie anioły lub potwory. Czasem na przekór historii, czasem chwytając jej powiew w skrzydła.

Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza: To może nie jest nowe "Wyzwolenie", czyli dyskusja z narodową tożsamością prowadzona na teatralnej scenie, ale na pewno ciekawy wykład historii XX stulecia oglądanego przez historię estetyki teatralnej. Są tu świetne pastisze starych przedstawień z międzywojnia, operetek Straussa i dramatów Schillera, a także parodia teatru nazistowskiego, w którym do pieśni Brahmsa śpiewanych przez esesmanów tancerka wykonuje ekspresjonistyczny balet na tle monumentalnych dekoracji. Zaletą przedstawienia jest także podkreślenie wspólnego losu ofiar wojny bez względu na narodowość. W jednej ze scen dochodzi do spotkania uchodźców niemieckich, rosyjskich, polskich i żydowskich, którzy nocą rozkładają toboły na scenie teatru i zaczynają śpiewać swoje pieśni, zagłuszając się nawzajem i przekrzykując. To uświadamia wspólnotę losów, a także pokazuje teatr jako azyl.

Artur Guzicki, Tygodnik Konkrety: Sprawność realizacji to jedna z zalet przedstawienia. Zmiany scenografii przeprowadzane są po mistrzowsku. Szybko i sprawnie. W ciągu kilku sekund widz przenosi się z budynku teatru do sklepiku pana Tietze. To nadaje spektaklowi tempa. Jacek Głomb, reżyser "Wschodów i Zachodów Miasta" po raz kolejny pokazał, że potrafi zapanować nad aktorami, a sztuka inscenizacji nie jest mu obca. W przedstawieniu występuje ponad dwadzieścia osób i każdy aktor wie, co i jak ma grać. Duże wrażenie robi scenografia autorstwa Małgorzaty Bulandy. Jak zwykle, prostymi środkami zbudowała ciekawy świat, oddający klimat czasów i miejsc, o którym opowiada spektakl.

Jacek Sieradzki, Przekrój: Robert Urbański napisał swoje "Wschody i Zachody Miasta" jako opowieść o ludziach teatru - aktorach, kompozytorach, maszynistach. Oglądaliśmy poczynania hitlerowskich zarządców sceny dbających o ideową wymowę repertuaru. Sceneria z patetycznych oper zmieniała się w inny patos: czerwonych transparentów ze swastyką. Potem wystarczyło swastykę zastąpić sierpem i młotem, by miękko przejść do następnej ery. Na tle dziejowej scenografii rysowane były pojedyncze sylwetki: niezdolnego brata teatralnego kompozytora pokrywającego kompleksy gorliwą służbą; ukrywającego się Żyda krawca; scenicznych primadonn. Losy nie całkiem banalne. Aliści przecież tu tylko maźnięte, niewykraczające poza konstatację, że najpierw byli Niemcy, potem Ruscy, a teatralna obrotówka jak się kręciła, tak się kręci. Powstało widowisko z lekka naiwne, sprawnie opowiedziane, niemówiące jednak niczego, co publiczność mogłaby uznać za nowe.

Artur Guzicki, Newsweek: Legnicki Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, kierowany od 1994 roku przez reżysera Jacka Głomba, przedstawia historyczną rekonstrukcję tego, co naprawdę działo się w miejscowym teatrze pod rządami totalitarnymi - faszystów w latach 30., podczas wojny i wreszcie w stalinowskich latach 50. Cały ten wielki i poplątany kawał historii legniccy twórcy zmieścili w pasjonującym, trzyipółgodzinnym spektaklu pod tytułem "Wschody i Zachody Miasta". To kolejna interesująca premiera, przygotowana przez twórców sukcesu legnickiego teatru, wsławionych przeniesieniem na scenę historii o tamtejszej "bandyckiej" dzielnicy ("Ballada o Zakaczawiu") czy parafrazowanego życiorysu premiera Leszka Millera, zatytułowanego "Obywatel M - historyja".

Czas trwania: 195 min. / przerwa

reżyseria: Jacek Głomb
scenografia: Magorzata Bulanda
muzyka: Paweł Moszumański
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl

Richard Zimmermann, dyrektor teatru: Wiesław Cichy / Dariusz Lemieszek
Rudolf Müller, nazistowski dyrektor teatru / Franciszek Gołębiowski, nauczyciel: Bogdan Grzeszczak
Hrabina dr Henriette von Rückert-Kutzschenbach, kierownik literacki, p.o. dyrektor: Anita Poddębniak
Leo Stammberger, pierwsza gwiazda sceny miejskiej: Paweł Wolak
Flora Pflug, główna aktorka: Małgorzata Urbańska
Felicja Weber, młoda aktorka: Gabriela Fabian / Edyta Torhan
Elias Auerbach, niemiecki żyd, krawiec teatralny: Zbigniew Waleryś
Jakob Tietze, właściciel sklepu naprzeciw teatru: Marian Czerski
Sebastian Tietze, syn Jakoba, kompozytor: Przemysław Bluszcz
Erich Tietze, drugi syn Jakoba, esesman, dyrygent chórów: Tadeusz Ratuszniak
Else zd. Mendelssohn, żona Ericha, żydówka: Katarzyna Dworak
Hildebrand Pilz, urzędnik / Szymon Gimpel, galicyjski Żyd: Lech Wołczyk
Alfred Krause, pracownik techniczny: Marek Sitarski / Dariusz Maj / Rafał Cieluch
Siegfried Jankowski, pracownik techniczny / Wiktor Walery Przeździewski, prezydent miasta: Janusz Chabior
Helga Mende, sekretarka / Bernadetta Piórko, kochanka Kossobuckiego: Aleksandra Maj
Johannes Plischke, pastor / Alosza Gliwienko, adiutant Kossobuckiego : Marek Lis Orłowski / Adam Łoniewski
Franz, statysta, później żołnierz / Henryk Gwiżdż, ksiądz / Rosjanin: Tomasz Sobczak
Panna Rita, korepetytorka: Anna Wieczur-Bluszcz
Zofia Krupska, polska robotnica przymusowa: Joanna Gonschorek
Walenty Mączka, zakochany w Krupskiej polski robotnik przymusowy: Grzegorz Wojdon
Bożena Wyrąbkiewiczówna, pionierka: Joanna Słomczyńska
Jewgienij Kossobuckij, radziecki generał major: Wiesław Cichy
Nadia Priszczilla Kossobuckaja, żona Jewgienija: Agnieszka Popkiewicz
Rosjanka: Anita Poddębniak / Ewa Galusińska
repatrianci / gestapowcy / żołnierze sowieccy / synowie Gimpa / enkawudziści: Tomasz Radawiec, Krzysztof Damian Boczkowski / Rafał Nowicki / Paweł Palcat 

inspicjent/sufler: Jolanta Naczyńska, Mariusz Sikorski